
To kwota, jaka w ramach KPO była przeznaczona na tworzenie linii produkcyjnych tzw. substancji czynnych, czyli najważniejszego składnika wielu potrzebnych lekarstw.
-Jak ważne jest bezpieczeństwo lekowe, przekonaliśmy się podczas pandemii. Dlatego nie rozumiemy tej decyzji rządu Donalda Tuska – mówi opolska posłanka Lewicy – Marcelina Zawisza.
– Wystarczy, że Indie lub Chiny, gdzie prowadzona jest lwia część produkcji zamkną swoje granice i wstrzymają dostawy. Wtedy także polscy chorzy mocno to odczują – dodaje parlamentarzystka
– Taka kwota przełożyłaby się na 5 linii produkcyjnych leków, których się u nas nie wytwarza: antybiotyków, specyfików przeciwbólowych, przeciwzapalnych, na nadciśnienie, czy cukrzycę – wylicza Jerzy Przystajko z partii Razem.
– Udało się przekonać unijnych polityków, aby skierować środki na tego rodzaju działania. Teraz nie chcemy z nich skorzystać. Pozostaje tylko spróbować jeszcze raz, znów z poziomu UE – podsumowuje Marta Stożek, kandydatka Lewicy z Dolnego Śląska i Opolszczyzny do Parlamentu Europejskiego.
Przypomnijmy, chodzi o pożyczkową część KPO. Kluczem do otrzymania tych środków miało być sporządzenie listy tzw. leków krytycznych. Z tego pomysłu rząd się wycofał. Dziennikowi Gazecie Prawnej potwierdziło to Ministerstwo Rozwoju i Technologii, które ogłaszało nabór w tej sprawie. Rząd powołuje się tam na obawy potencjalnych producentów dotyczących kosztów pożyczki w ramach KPO.
Jednak przedstawiciele branży odpowiadają, że obawy nie oznaczały chęci rezygnacji z projektu. Teraz pieniądze najprawdopodobniej przepadną, a skorzystają inne państw unijne lub duże koncerny farmaceutyczne – dodają działacze Lewicy. Część z nich mogła trafić np. na Opolszczyznę, dopowiada Marcelina Zawisza.
Marcelina Zawisza, Jerzy Przystajko, Marta Stożek:
Autor: Sebastian Pec