
Wielki Piątek to dzień ciszy, refleksji i zadumy nad krzyżem Chrystusa, ale – jak podkreśla siostra Aldona Skrzypiec, jałmużnik biskupa opolskiego i prowadząca Dom Nadziei – to także dzień nadziei, bo na śmierci na krzyżu nie kończy się historia.
– Przez śmierć przychodzi życie, a przez krzyż zbawienie. Ta nadzieja jest bardzo potrzebna tym, którzy często już jej w sobie nie widzą – mówiła w rozmowie z Radiem Doxa.
Dom Nadziei to nie tylko miejsce pomocy, ale przede wszystkim wspólnota – tworzona przez siostry zakonne, wolontariuszy i samych podopiecznych.
– Każdy ma swoje zadania i swój czas dla drugiego człowieka. To ogromna rzesza osób zaangażowanych w to, by wspierać tych, którzy tę nadzieję gdzieś zatracili – podkreśla siostra Aldona.
Jak zaznacza, droga wychodzenia z bezdomności i uzależnień nie jest prosta i często wiąże się z upadkami.
– Najważniejsze jest dać człowiekowi doświadczenie wsparcia i nadziei, a potem cierpliwie czekać na jego powrót. Jeśli uchwyci się choćby małej nitki nadziei, ten powrót jest możliwy – podkreśla siostra Aldona.
Przygotowania do świąt Wielkiej Nocy w Domu Nadziei to duże przedsięwzięcie – zarówno organizacyjne, jak i duchowe.
– Przygotowujemy śniadanie wielkanocne dla około stu naszych podopiecznych w domu biskupa. To wymaga ogromnego zaangażowania – od przygotowania posiłków po pięknie nakryte stoły i prezenty – mówi siostra.
Ważnym elementem przygotowań jest także wspólna modlitwa. Podopieczni sami angażują się m.in. w przygotowanie Drogi Krzyżowej, która odbyła się w Wielki Wtorek w katedrze opolskiej.
– To oni wybierają teksty, tworzą dekoracje i występują. Dla nich to ogromny wysiłek – nawet samo utrzymanie trzeźwości, by móc wziąć udział w próbach, jest wielkim krokiem.
Dom Nadziei działa w dwóch miejscach – w Opolu i Dylakach.
Placówka w Opolu to dzienne centrum pomocy, gdzie osoby potrzebujące mogą zjeść posiłek, wykąpać się, wyprać ubrania i otrzymać wsparcie. Dom w Dylakach to kolejny etap wychodzenia z bezdomności – miejsce dla osób po terapii, które uczą się na nowo życia, podejmują pracę i odbudowują relacje.
– Powrót do dawnego środowiska często niweczy efekty terapii. Dlatego stworzyliśmy przestrzeń, gdzie można powoli odbudowywać życie – tłumaczy siostra.
Jak podkreśla siostra Aldona, wsparcie dla potrzebujących nie powinno ograniczać się tylko do świąt.
– To pomoc całościowa – materialna, duchowa, ale też zwykła obecność drugiego człowieka – zaznacza.
Obecnie najbardziej potrzebne są przede wszystkim męskie ubrania codziennego użytku – spodnie, bluzy, koszulki czy polary, które można przekazywać bezpośrednio do Domu Nadziei.
Siostra Aldona podzieliła się także osobistą refleksją na temat przeżywania Wielkiego Piątku.
– To dzień ciemności – jak czytamy w Ewangelii – słońce się zaćmiło. Ta ciemność jest bardzo podobna do tej, w której żyją osoby uzależnione – mówi.
Jednocześnie podkreśla, że historia nie kończy się na krzyżu.
– Po Wielkim Piątku przychodzi poranek zmartwychwstania. To daje nadzieję, że nawet z największej ciemności można powstać do nowego życia – mówi siostra Aldona.
Jak dodaje, w Domu Nadziei takie „zmartwychwstania” można obserwować na co dzień.
– To długi proces, nie dzieje się nagle. Ale widzimy, jak ktoś powoli odzyskuje życie. To prawdziwy cud.
Rozmowa z s. Aldoną Skrzypiec: